Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 486 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Pięknie...

poniedziałek, 03 czerwca 2013 23:29

Święcenia, święcenia i po święceniach.

Patrzeć na szczęście innych – bezcenne. Co  się będę rozwodziła, każdy chyba wie jak wyglądają Święcenia Kapłańskie, czy Msza Prymicyjna.
Chociaż na Święceniach, zdarzyła mi się ciekawa sytuacja, stałam na początku  Katedry. Naprzeciwko mnie stał jakiś młody sutannowiec. Co i rusz patrzylismy na siebie, potem wymieniliśmy pare uśmiechów. Niby nic, ale…
Po Mszy, wychodze , szykam jednego z nowych ks, aby złożyć życzenia i dac prezent. A jednak… Patrze idzie sutannowiec z mszy, podchodzi do mnie i :
- Czy my się znamy ?
- Nie, własnie się nie znamy, przepraszam ale spieszę się do Xxxxx…
- Spokojnie, jeszcze nie wyszli, przebierają się.
- No dobrze.
- Mam na imie XXX, i jestem na XX roku.
A ja zdziwnienie, jakos Go nie kojarzyłam od nas z SEM. Wgl zdziwiłam się że podszedł i zagadał… Potem jeszcze wymienilismy pare zdan, po czym zauważułam ze chlopaki wyszli, wiec stwierdziłam ze muszę iśc bo zaraz strace ich z oczu a muszę prezent dać. Pozegnaliśmy się, podaliśmy sobie rękę, usmiech.

Potem, wróciłam do domu, pisze do mnie jeden z Kleryków z SEM.
- mój kolega mowil ze Cie zaczepil przed katedra…
- ooooo
- no był ciekaw z kim jego kolega wymienia spojrzenia i usmiechy, i nie chciał być dlużny.
- To mile z jego strony, pozdrow go.
- I troche o Tobie rozmawialismy…
- To już nie macie lepszych tematów ?
- No wiesz, Ty jestes całkiem niezłym tematem, tak stwierdziliśmy…

Także tak. Uslyszałam ostatnio od pewnej osoby „ co ty masz w sobie , ze ty nie musisz nic robic a oni do ciebie lecą” , nosz kurcze.  Ale w sumie, z drugiej strony to miłe. Że zagadał, że padło pare komplementów . Przeciez kobiety to lubią. A tak nawiasem mówiąc, w tej mojej diecezji całkiem nieźli chłopcy chcą zostać księżmi.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Zycie... gdzie jesteś ?

czwartek, 30 maja 2013 0:05

 

Tyle ludzi pojawia się w Twoim życiu i tylu z niego znika. Setki, tysiące! Musisz wciąz trzymać drzwi otwarte, żeby mogli  wejść! Ale to także oznacza, że musisz im pozwolić odejść...

 - Foer 

Z M cisza, bylo ok przez jakiś czas, a teraz znowu coś... Cisza ciszaaa cisza. No takie zycie. Bywa....

 

Powrót na stare smieci.



Tak, nadszedł czas, kiedy po długich latach wracam do siebie na parafie. Chyba już najwyższy czas.     A w zasadzie to sama bym tam się nie pchała, bo nie czuje takiej potrzeby. Ale któregoś dnia była taka sytuacja. Godzina o8:oo, wpada do mojego pokoju babcia.
- Koronka, wstawaj, musimy jechać do koncelari u nas w parafi w sprawie….
- o bozeee, no dobre, tak mi 30 minut.
Wstałam, ubrałam się, w miare „rannych” możliwości wykonałam makijaż,  wyprowadziłam swój samochód, i ruszyłam z Babcią, na podbój swojej parafi. Zacinał straszny deszcz, podjechaliśmy pod Kościół, ani żywego ducha w pobliżu. Skulone pod parasolką ruszyłyśmy w stronę plebani.  Weszłyśmy, oczywiście kolejeczka jak stąd do wieczności, i wszyscy właśnie do proboszcza. Tak więć siedziałam sobie i podziwiałam wnetrze plebani. Po jakimś czasie  była nasza kolej, babcia znikneła w drzwiach kancelari, ja postanowilam zostac przed, bo nie ciekawią mnie takie sprawy. Więc siedzę, czekam, wychodzi ks. Nie mam pojęcia ile ma lat, ale jego włosy już zaczynały siwieć. Stanoł w drzwiach, usmiechną się…


- Oooo witam Panią..
- Szcześć Boże…
- Jestem ks….
- No to fajnie…
- A nie chce Pani wybrac się może na Lednice….
- Jaka Pani, taka stara nie jestem. Nie raczej nie bo…
- Ooooo a to  czemu, świetnie tam jest, ale mało osób z parafi jest chetnych.. – przerwał mi.
- Tak się składa że w tym czasie mam święcenia przyjaciela…
- A to szkoda, myślałem że będę miał taka uroczą towarzyszkę…..
- No niestety, ale za rok może….


Po czym pojawiła się w drzwiach wejściowych jakaś osoba, i dany ks, ruszył w strone kancelari. Nastepnie siedze, i czekam i czekam, aż z góry schodzi nie kto inny jak znajomy X.  Usmiech sam z siebie pokazał się na mojej twarzy…


- Ooo a Ty co tu robisz. ?
- Cześć,  a czekam na babcie bo ma sprawe do proboszcza.
- No wiesz, pamietasz jak Ci mowiles o scholi ? To teraz w środe jest o  godz…
- No tak pamietam, ale nie mam motyacji żeby na nią przyjśc, nikogo nie znam…
- To czas to zmienic, zwlaszcza że ja już ostatni miesiac jestem, i zmiana…
-  No słyszalam, szkoda, nie będzie miał mnie kto ganiać do kosciola teraz.. hahah
- I tak sobie grabisz młoda, tym że Cie wgl nie widze…
- No takie życie….
- Dobra, zapraszam cię  w środe, na pewno będzie fajnie nie zawiedz mnie.
- Postaram się ale nie obiecuje,pa.


Po czym ks, wraz ze swoim psem ruszyli do wyjścia…  I ja znów zostalam sama, i czekam czekam. W końcu wychodzi babcia, za nią idzie nowo poznany ks. I zaczynają się dialogi :


- No moja wnuczka , Koronka…
- No tak, już poznałem, ładne imię…
- dzięki – wtrąciłam się
- Takie wnuczki jak Koronka to wszystkie bym mogła mieć, grzeczna ułożona, nie imprezuje…
- ideał..
- Mowie ksiedzu, nadawała by się na zakonnice…


W tym momencie pobladłam, i nie wierzyłam  w co słysze.  Moja własna babcia, że ja… że zakonnica… No to ładnie pomyślałam…  nowy ks tylko kątem oka spojrzał na mnie, usmiechną się, zdrobnił moje imię !?!?!? i


- Koroneczka taka grzeczna… hm… śliczna dziewczyna…
- No   moja wnuczka w koncu..
Po czym wtracilam się: -  babciu, to co ? idziemy ?
- tak, tylko ta kartke zaniose proboszczowi.
Więc babcia sobie poszła, i zostalam sama z x.
- Szkoda , na prawde szkoda ze nie pojedziesz na lednice…
- no tak bywa….
- to kiedy teraz się zobaczymy?
- slucham ?
-no kiedy zawitasz do kosciola….
- aaaa no może w środę, na schole przyjdę może na gitarze będę się uczyłaa
- o to swietnie,  może z czasem jakis wyjazd się zorganizuje czy cos..


W tym momencie wyszła babcia, pozegnałam się z nowo poznanym ks i ruszyłyśmy w stronę auta.

 

 


I dziś.

Środa, Zastanawiałam się czy wgl jechac na ta scholę. Ale stwierdziłam że fajnie będzie spedzic troche czasu  z ks, w koncu się lubimy i na dodatek nie dlugo odchodzi. A więc wyszykowalam się, wymalowałam, wziełam gitare, i ruszyłam w stronę samochodu. Wchodząc na plebanie, przywitał mnie ten charakterystyczny zapach meskich perfum. No po prostu poczułam się jak w siódmym niebie. W kancelari siedział ks i był kims zajety, wiec zaczekałam chwile, po czym wyszedl, przywitał się.


- Ooo jak milo, wiedziałem że Cie w koncu namowie…
- No skoro już mnie tyle czasu prosiles….
- No i bardzo dobrze…
- Tylko że ja nie bardzo umiem grac…
- A to nie szkodzi, ja tez nie umialem, ale tu Cie nauczą
- Dobrze wiedziec
- Mamy jeszcze pol godz
- Jak to ?
- no chcialem żebys wczesniej przyszła, dawno się nie widzielismy,  tak chciałem pogadac.


 Tak więc siedzielisy razem  całe 30 min , i gadalismy o wszytskim, co jakis czas tylko dzieciaki wpadały które przyszly na schole przywitac   się. Przyszła ustalona godzina, ruszyliśmy w stronę salki gdzie miala być schola, zobaczylam chmarę dzieci, przerażenie miałam w oczach. Na wstepie przywitałam się z 2 osobami które tez graly na gitarze usiadłam, i sięgnelam po gitare. Bożeee jak ja dawno nie grałam, bałam się ze nie będę pamietała akordow. Ale w gruncie rzeczy nie było aż tak źle. Po scholi dialog miedzy mna Ks, i osobą która grała (os)
Ks: no i jak?
Ja: nie było tak strasznie
Os : u nas nie jest strasznie, by było nam milo jak bys przychodzila do nas
Ks:  Ona musi tu chodzić…
Ja: No zobacze, jak to będzie z moja praca itp., ale będę się starała.
Po czym zostałam sama z Ks, chwile porozmawialismy o scholi, pożegnalismy się i ruszylismy w swoje strony. Zobaczymy jak to będzie , oby to nie był słominay zapał.

I co jeszcze u mnie ciekawego ? W sobotę jadę do XXXX na święcenia mojego przyjaciela. Zapewne będzie tam Młody. Mój przyjaciel, diakon, wie co się stało miedzy mną i Młodym, wspiera mnie. Oby tylko on się tak nie zachował jak Młody, bo jako młodsza przyszywana siostra mu osobiście nogi z tyłka powyrywam.  Także sobota święnia, ndz masza prymicyjna.
Muszę ruszyć do przodu. Jak nie teraz ? To kiedy ? teraz kiedy jest mi tak ciężko, moża ta shola z dzieciakami mnie jakoś ogarnie, skoro sama sobie z sobą nie radzę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Cichy smutek ciepłych odtrąconych rąk...

poniedziałek, 06 maja 2013 23:20

Szukając ideału - x


Każda dziewczyna, będąc  „małą dziewczynką”, marzy by być księżniczką swojego Tatusia. Pragnie być kochana, przytulana, podziwiana, chce słyszeć od swojego taty że jest najlepsza,  najśliczniejsza,  najmądrzejsza, najkochańsza, jedyna. Chce być oczkiem w głowie swojego taty, chce jak to częso się mówi żeby tata nawet został jej mężem. Do czego zmierzam ?


Chodzi tu o bliskość rodzicielską, bliskość ojca. Który jest często pierwszym ukochanym mężczyzną swojej córeczki.


Jednak nie zawsze jest tak kolorowo jakby się mogło wydawać. Tak właśnie było u mnie za dzieciaka. Nie miałam oparcia w Ojcu, choć był i jest w moim zyciu ciągle. Czemu ? Tak  to jest jak praca jest ważniejsza. Nigdy nie czułam jego bliskości. Brakowało mi przytulenia  Jego, ciepłego słowa, tego specyficznego zapachu. I tak jest do tej pory. Nie ma wsparcia, nic nie ma. Jest taka pustka z dzieciństwa, takie niedopelnienie tego wszytskiego.


A więć dalej do czego zmierzam ?


Otóż, gdy tego wszystkiego brak, zaczynamy szukać tej czułości właśnie w księżach. Liczymy że Oni nam dadzą te ciepło. Że otrzymamy tę przyjaźń czy  miłość. Że właśnie któryś z nich będzie najważniejszym mężczyznom w naszym życiu. Że pokochamy w końcu jakiegoś mężczyzne tak bezgranicznie. Tak po prostu.Dlatego szukamy ideałów wśród księży. I nie mam na myśli tu osobnika podobnego do naszego ojca. NIE. Wręcz przeciwnie. Szukamy aby ta osoba była inna. Żeby była czuła, taka „nasza”. Żeby można się było przytulić, dotknąć, pocałować, od tak. Bez konkretnego powodu.

Od tak ,

 

 

  Koronka


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Gdybyś przeżyła tyle co ja....

sobota, 27 kwietnia 2013 11:27

Życiowy maraton.


Właśnie skończyłam jeden z najważniejszych "biegów" w moim życiu. Ale myślałam że ten " FINISZ", będzie wyglądał inaczej. Że będzie na mecie czekała TA osoba.
Że będą dalsze plany, nowe, potem to co chcieliśmy.  Gdzie popełniłam błąd....
Jakże się myliłam. Dobiegłam do mety, tuż za linią upadłam, i nikogo nie było. Znacie ten moment gdy przez długi czas, robisz wszytsko z myślą o kimś, chcesz
aby po przejściu mety było inaczej, tak jak razem kiedyś planowaliście. A potem jest inaczej... Czujesz pustke, nie ma Cie kto złapać za rękę, i przeprowadzić do tej następnej "rundy".
Czujesz brak, brak pewym ważnych elementów które były planowane, a teraz stały się przeszłością. Czasami są one jedynym pięknym wspomnieniem.
I mimo iż oddałabyś wiele by wróciły tamte chwile, te stare czasy. To wiesz że to błąd. Dlatego walczysz sama ze sobą, walczysz z sercem, które chce za wszelką cenę,
tamtych dni. Ale rozum ci mówi, że to bez sensu, że już nie będzie tak jak na początku. Że to juz stracone, że teraz mogł by być tylko gorzej.
Dlatego idę, dlatego chcę iśc do przodu, choć nie jest to łatwe. Robie kilka kroków w przód, by potem znów zrobic jeden krok do tyłu. By odwrócić wzrok, bo może jednak warto...
Albo idąc do przodu, wciąż nasłuchujesz, że może ta osoba, te chwilę sa gdzieś za nami, że same nas odnajdą. Ale nic się nie dzieje. Jesteś w wielkiej próżni.
I musisz iść teraz sama, i w głębi serca wiesz że musisz dac radę stawić czoła nowym wyzwanią, choćby nie wiem jakie one były.
I wtajesz, starsz się otrzepać z tego wszytskiego. Spotykasz następnie ludzi na swojej drodze, chcesz żeby zostali na dłużej, chcesz czuć bliskość, ciepło.
Ale oni też odchodzą, nie raz tak że tego nie zauważamy,o niektórych szybko nam idzie zapomnieć, zaś o tych drugich, choć masz wrażenie że znikają, że odchodzą,
wciąż masz nadzieję, że "a może jednak"... I  czekasz tak znowu.... bez końca.... Na to co czas przyniescie.
Bo na wszystko potrzeba czasu.
Boję się, tak bardzo się boję.....

 



Klucz w kieszeni
i uśmiech na twarzy,
i dom, w którym nawet pies
nie czeka,
tutaj misja, a tu powołanie,
obowiązek ratować człowieka.
Jak ratować, kiedy serce boli
i samotność uwiera jak szpilka
tak po prostu?
Przygarnąć do siebie i utulić w ramionach
choć chwilkę.
Bóg wysoko, a ludzie na ziemi,
lata świetlne inaczej się liczą,
z samotności czasami się śpiewa,
czasami krzyczy.
Powołanie - takie mądre słowo,
trzeba wierzyć, inaczej się żyje,
a tymczasem trzeba trzymać serce,
które nie wie, jak żyć,
chociaż bije.
Klucz w kieszeni
i uśmiech na twarzy,
i dom, w którym nawet pies
nie szczeka,
a tymczasem trzeba wejść do domu,
w którym KTOŚ NAJCZYSTSZY na nas czeka.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Tym jednym słowem cały nasz świat zetrzesz w pył

wtorek, 09 kwietnia 2013 22:00

Każdy się mnie pyta jak zaczeła się moja znajomośc z Młodym. Faktycznie, nigdy nie opisałam tutaj jak się poznaliśmy, jak zaczeła się nasza „trudna” znajomość. W sumie nie widzę w chwili obecnej, kiedy już jest PO WSZYTSKIM, potrzeby takiej by o tym pisać. Ale skoro prosicie.


A więc :


Szcerze mówiąc, kojarzyłam Go z naszego semianrium. Znałam Go z widzenia, z czasów kiedy jeszcze należałam do oazy, i to tam jeździliśmy na spotkania oazowe. Nigdy nie mialam „za tych czasów” z nim styczności na osobności. Choć przyznam że Go obserwowałam, wydawał się być osobą bardzo zdystansowaną do wszytyskich. Tak jakby to że jest w samerze ( czyt. Seminarium)  i to że nosi sutanne Go w  jakiś sposób stawiało „ponad wszystkich”.


I tak w sumie żyliśmy gdzies tam obok siebie, obserwując się wzajemnie, wymieniając spojrzenia. Jednak bardzo rzadko wymienialiśmy się usmiechami.   Aż do czasu…


Na okres Wielkiego Postu 2012 został On przydzielony na praktyki do parafii do której należy moja szkoła. Przyznam że dość mnie to milo zaskoczyło. Gdu ujrzałam Go na szkolnym korytarzu. Podczas przerw wypatrywałam Go, przyznam że czasami nasz spojrzenia się potrafiły skrzyzowac na dłuższą chwilę.


Finałowy dzień, można by powiedzieć, „przeklęty dzień”. Dzwonek. Na korytarzu robi się tłok. Moja klasa wychodzi na korytarz, wśród nich ja. Otworzyłam drzwi Sali, i pech chciał  że zostałam popchnięta wprost na Niego. Serce waliło mi jak młot. Chciałam się zapaśc pod ziemię. Zaczełam Go od razu przepraszać za całą „sytuację”. Jego rekakcja, jak wtedy była dla mnie bardzo „dziwna”. Złapał mnie, usmiechnoł się do mnie i powiedział:
- No co Ty nic się nie stało.
- Na prawde przepraszam – wydukałam.
- Ja Cię kocjarzę -  spojrzał na mnie usmiechając się -  Ty  należysz do oazy. Która parafia ?
Zrobiłam wielkie oczy. Odpowiedziałam na zadane pytanie. On idąc obok mnie w strone pokoju nauczycielskiego, rozmawiał ze mną, jakbyśmy się znali wiele lat. W następnych dniach moje mysli krążyły wokół Jego osoby. Największa radośc sprawiało mi to, że szedł po korytarzu zamyslony, a jak mnie widział od razu pojawiał mu się na buzi taki szczery uśmiech.   Po czym podchodził z pytaniem co słychać, bądź z innym głupim pretekstem typu  „ w której Ty klasie jesteś” czy „ a ja nie mam z Tobą lekcji ?” Choć dobrze wiedział że z moją klasą   w ogóle nie miał zajęć. Ale to było miłe. Potrafił podejśc nawet do mnie i zagdać gdy stałam wśród koleżanek. Nigdy nie zapomnę widoku wszystkich, w tym nauczycieli gdy cała przerwę przestalismy obok pokoju nauczycielskiego rozmawiając. Z czasem dostałam od niego zaproszenie na jeden z portali społecznościowych. Od tego czasu moza powiedzieć , zaczą się nasz bliższy kontakt.  Nastepnie wymienilismy się numerami gg, a potem numerami telefonów. Na początku bardzo mnie to dziwiło że sam do mnie pisze pierwszy. Z czasem nasze rozmowy schodziły na intymne sfery. Rozmawialiśmy o seksie, on mówił że też kiedyś chciały spróbować „ jak to jest”. Zbliżały się Święta Wielkanocne .  Tuż przed świętami zaproponował spotkanie. Taki totalny spontan. Wracam po zajęciach, wchodze na gg, po chwili On do mnie pisze, co robie, i czy mam czas. Oczywiście miałam. A nawet jakby nie miałam to i tak bym dla Niego czas znalazła.  Powiedziałam mu że ja mogę podjechac swoim autem w jakieś wyznaczone miejsce, lecz On nalegał że po mnie przyjedzie. Zgodziłam się.  Umówiliśmy się kawałek przed moim domem. Podjechał. Wsiadłam do auta. On podał mi ręke na przywitanie, i zapytał:
- To gdzie jedziemy ??
- gdzie tylko chcesz… - odpowedziałam a serce mało mi nie wyskoczyło
- Nie znam tu okolic . Ty wybieraj.


Zgodziłam się. Pokierowałam Go kawałek za miastonad pobliski stawek. Wyszlismy z auta spacerowaliśmy, rozmawialismy o wszytskim i o niczym, milczeliśmy, wygłupialismy się, próbował mnie przewalić. Złapał mnie za biodra  i jak potem często robił trzymał mnie nad samą ziemią. Niby nic.. a tak wiele… tego dnia można by powiedzieć że nic takiego szczególnego się nie wydarzyło. Potem znów pisaliśmy jakiś czas, zdarzyło się nawet że pisał  do mnie w środu nocy smsa o tresci „spisz?”, a potem rozkręcało się tak że potrafił mi napisać że ma „ochotę”                                        Potem nastała cisza i milczenie z obu stron. Szczerze mówiąc miałam wrażenie że mnie nie polubił. I tak mijały nam dni, on miał potem świecenia, potem przyszły wakacje i  jakoś zapomniałąm o nim. On poszedł na pierwsza parafię. Jak się potem okazało nie daleko mnie. Pod koniec wakacji, pare dni przed rozp roku szkol.  Znów do mnie napisał.  Po paru dniach pisania zaproponował spotkanie. Oczywiście nie posiadając  się ze szczęśćia , zgodziłam się.  Jednak nie doszło do spotkania, wieczorem przed rozp rok szkolnego  zmarła osoba bardzo mi bliska. Nie myślałam wtedy o obiecanym spotkaniu , nie miałam nawet na to ochoty. Młody to zrozumiał. Już wcześniej wspominałam mu o stanie zdrowia TEJ osoby. Chodziłam zalamana, nie mogłam się pogodzic ze smiercią. Wtedy moim głównym oparciem był ON. Pamiętam jak wnocy wracałamautem z pogrzebu, ok. 300km . Zbliżała się 2 w nocy.  Nie mogłam zasnąć w aucie, co zamknełam oczy miałam w głowie jakies dziwne obrazki. Pomyślałam o nim i stwierdziłam że zaryzykuje, i napisze do niego czy spi.  Odpisał od razu. W sumie pisaliśmy całą moją drogę powrotną. Jestem ciakwa w sumie jak On potem wstał na poranna Mszę. Był dla mnie wsparciem, znów się usmiechałam. Nasze spotkanie które zostało przełożone doszło do skutku. Ale ta historia jest już na blogu opisana, więc nie widzę potzreby pisac ją drugi raz.


Zaczą się wtedy najpiekniejszy okres , najkrótszy etap mojego życia, zrozumiałam że nie jest mi obojetny, choc broniłam się przed tymi myślami dłuższy czas. Ale jak to mówia „serca nie oszukasz”


Ta historia już została zakonczona, o czym pisze w poprzednich notkach. I szczerze mogę się przyznać, tak tęsknie za nim, czasami pomyślę, lecze się z tego wszytskiego.
Jest cholernie ciężko, jesli wiecie o czym pisze....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

sobota, 25 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  29 757  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O mnie

Po prostu Koronka.

lea@poczta.onet.pl

" Pewna legenda opowiada o ptaku, który śpiewa jedynie raz w życiu, piękniej niż jakiekolwiek stworzenie na Ziemi. Z chwilą gdy opuści rodzinne gniazdo, zaczyna szukać ciernistego drzewa i nie spocznie, dopóki go nie znajdzie. A wtedy, wyśpiewując pośród okrutnych gałęzi, nadziewa się na najdłuższy, najostrzejszy cierń. Konając wznosi się ponad swój ból, żeby prześcignąć w radosnym trelu słowika i skowronka. Jedyną najświetniejszą pieśnią, za cenę życia. Cały świat zamiera, aby go wysłuchać, uśmiecha się nawet Bóg w Niebie. Bo to, co najlepsze, trzeba okupić ogromnym cierpieniem... Przynajmniej tak głosi legenda. "

O moim bloogu

Koronka. Zwykła dziewczyna. Zagubiona w codziennym zyciu. Historia i uczucia, ktore zdarzyły się na prawdę. Zaplatana w uczucia z x.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 29757
Wpisy
  • liczba: 52
  • komentarze: 261
Bloog istnieje od: 2573 dni